Kategorie
Producenci
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Wróżenie   Data: 21 maj 2010
Wstęp:
 

Zawartość:
„…a większa jeszcze korzyść z poznania mądrości:
darzy życiem tego, który ją posiada.”
Księga Eklezjasty 7;12

Czym jest wróżenie? Jest to wyjątkowo stare zajęcie i nie ma na świecie takiego narodu, który by go nie znał. Ludzie zawsze chcieli wiedzieć, co ich czeka i pragnienie to jest na tyle naturalne, że dosłownie od momentu, kiedy człowiek zaczął być istotą myślącą, to pragnienie stało się jedną z jego najważniejszych potrzeb, prawie taką samą jak potrzeba zdobycia wody i jedzenia. Jednakże o ile z powodu pragnienia i głodu cierpi ciało, zmuszając tym samym człowieka do poszukiwań sposobów zapewniających usunięcie tych cierpień, o tyle niepewność tego, co przyniesie przyszłość jest męcząca dla ducha – nie ma niczego gorszego od niepewności, mówią ludowe przysłowia wielu narodów.

Matka Natura obdarowała wszystkie żywe istoty umiejętnością zdobywania pożywienia i obdarzyła umiejętnością przewidywania. Wyjaśnić to można odwołując się do struktury czasu: teraźniejszość to nie mgnienie oka, nie punkt na prostej, lecz sfera, która ma określoną ciągłość (kontinuum). „Powinniśmy przyznać – pisał P. D. Uspienski – że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość niczym się od siebie nie różnią, że jest tylko teraźniejszość, lecz my tego nie dostrzegamy, dlatego że w każdym danym momencie odczuwamy tylko maleńki fragment tej teraźniejszości.” Umiejętność szerszego spojrzenia bywa nazywana różnie: szóstym zmysłem, jasnowidzeniem, intuicją lub w końcu po prostu instynktowną reakcją na mało zauważalne zmiany otaczającego środowiska. Człowiek również ma ten dar, ale życie w społeczeństwie z różnych powodów wiele osób zmusiło do zrezygnowania z różnorodnych reakcji instynktownych, potrzeb i naturalnych skłonności lub ich zmodyfikowania poprzez nadanie im „bardziej cywilizowanych form”.

Ludzkość, za której zasadniczą część uważamy siebie, w istocie rzeczy wcale nie jest taka stara. Jeśli nie będziemy brali pod uwagę teorii o pracywilizacjach, to cała historia kultury ludzkiej (na temat terminologii wyjaśnienia czytelnik znajdzie w na dalszych stronach książki) z łatwością zawiera się w ostatnich 6 tysiącach lat. I początkiem tej historii wcale nie było słowo (Ewangelia św. Jana) ani czyn (doktor Faust, Goethe), lecz wyobrażenie, mitologemat, czyli połączenie jednego i drugiego, a to wszystko oczywiście połączone jeszcze czymś innym, trzecim – ideą. Mitologemat to dynamiczny obraz, najbardziej zbliżony do pojęcia, o którym już pisałem wcześniej – nierozdzielności przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. I tak samo, jak pojawiały się narzędzia zapewniające realizację fizycznych potrzeb człowieka (weźmy jako przykład choćby chińskie pałeczki do jedzenia), pojawiały się również narzędzia do zaspokojenia potrzeb duchowych, a w pierwszym rzędzie te, które służyły poznaniu „przyszłości”. Najpełniej do realizacji tego zadania służyły „narzędzia do wróżenia” – różnorodne symbole wróżebne.

 
Trochę historii

Świadomość mityczna traktowała wróżenie jako niepodważalną część kultu. Łacińskie słowo divinatio (wróżenie) oznaczało pytanie kierowane ku bogom. Było ono zajęciem profesjonalnym, a w starożytnych Chinach nawet dość znaczącym stanowiskiem stojącym na równi z funkcją poborcy podatkowego czy skryby. Nawiasem mówiąc pismo, a dokładniej, alfabet, także był uważany za „dar bogów” i dlatego od samego początku swego istnienia był wykorzystywany do celów wróżebnych i magicznych. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że kult tworzył kulturę – łacińskie słowo cultura nie tylko pochodzi od pojęcia cultus (kult), lecz etymologicznie oznacza dokładny opis procesu uprawy zarówno materialnej, jak i duchowej „niwy”. Stąd pojawiło się pojęcie „człowiek kulturalny”.

Znacznie późniejsza, religijna świadomość epoki instytucjonalizacji i rozwoju religii monoteistycznych wymagała oddzielenia owiec od kóz, kanonu od nie-kanonu. W taki sposób wyodrębnił się właśnie „kult”, to znaczy dozwolony zestaw magicznych i dywinacyjnych działań przeciwstawiany „niedozwolonym”, czyli takim, które stanowiły konkurencję.

Jednakże i tutaj były pewne warianty. I tak, Żydzi odrzucali „wróżby i wróżbiarstwo”, ale uznawali proroków. Chińscy filozofowie odwrotnie, nie uznawali proroków, ale szacunkiem podchodzili do wróżb („Szlachetny mąż nie zajmuje się prorokowaniem” – Konfucjusz). Co prawda prorokowanie, to tylko inny typ przewidywania przyszłości, który z reguły dotyczy dalszej przyszłości, która nie wchodzi w skład bieżącego kontinuum czasowego, a w dodatku dotyczy nie losów jednostki, lecz wielu ludzi, często całych narodów. Prorocy mają po prostu inne źródła informacji.

Świadomość racjonalistyczna, która pojawiła się jeszcze później, odrzuciła i jedno, i drugie, i w ogóle wszystko, co nie mieściło się w prawach Newtona, ale o dziwo, w ślad za Wolterem, Heweliuszem i Diderotem, którzy w podręcznikach są przedstawiani jako jaskrawe przykłady materializmu, w ślad za Linneuszem, Łomonosowem i markizem Laplacem, a być może i jednocześnie z nimi w duchowy świat Europy weszli masoni i różokrzyżowcy, marytniści i magnetyści, olśniewający mag Kaliostro i zagadkowy hrabia Saint Germain, mądry rabin Szneer-Zalman i wspaniała wróżka Maria Lenormad.

Nawiasem mówiąc właśnie wtedy, czyli w XVIII wieku zaktywizowało się również cygańskie wróżenie. Cyganie stosowali głównie dwa najprostsze sposoby przepowiadania przyszłości: biegłe czytanie linii ręki, zbieżne z chirologicznymi naukami Persji i Babilonu z pewnymi zapożyczeniami z europejskich szkół oraz rozkładanie kart, które nawiązywało głównie do różnych wariantów odczytywania znaczenia arkanów Tarota, często znacznie uproszczone. Trzeci, najtrudniejszy sposób, czyli telepatyczne przenikanie do czasowego kontinuum pytającego zależał od tego, czy wróżbita posiadał odpowiednie zdolności i dlatego był dość rzadko stosowany. Cygańskie wróżenie traktowane jako system całościowy, przeżyło swój rozkwit ponad dwieście lat temu i od tamtej pory praktycznie się nie rozwija – zabrakło w tym nurcie teoretyków z prawdziwego zdarzenia.

Dzisiaj, w przededniu Ery Wodnika, ludzkość szuka drogi „z powrotem”, drogi do swoich pierwotnych zdolności i umiejętności. Odradza się zainteresowanie wróżeniem. Czymż więc jest wróżenie ze współczesnego punktu widzenia?

 
Teoria wróżenia

Zasady wróżenia są proste. „Przyszłość” lub mówiąc prościej wydarzenie, które zgodnie z bieżącym kalendarzem jeszcze nie nadeszło, ze swej natury jest wirtualne, czyli zależy od tych wydarzeń i zachowań, które dzieją się w „teraźniejszości”. Człowiek przewiduje, że dokonane przez niego działanie może mieć pewne, określone następstwa, ale dokładnie nie wie jakie. On nie utracił daru przewidywania przeszłości, lecz niestety przestał rozumieć jego „głos”. I właśnie dlatego szuka pomocy u profesjonalnych wróżbitów.

Problem pojawia się dlatego, że w podświadomości pytającego już jest odpowiedź na interesujące go zagadnienie, tylko on nie jest w stanie wydobyć jej do poziomu świadomości., to znaczy usłyszeć i zrozumieć. To zadanie musi wypełnić wróżbita, który zawsze jest swego rodzaju medium, pośrednikiem. W zasadzie on może wydobyć i wypowiedzieć odpowiedź na postawione pytanie bez uciekania się do wróżebnych symboli, czyli drogą czystej telepatii, ale to wymaga po pierwsze dość mocno rozwiniętych zdolności mediumicznych, a po drugie – dużych strat energetycznych. Wyrównanie tych strat z kolei wymaga dość długiego czasu, a to mówi o tym, że wróżbita przez pewien okres nie może przyjmować klientów, staje się to możliwe dopiero po całkowitym zregenerowaniu sił.

Dlatego wróżbici, zarówno dawniej, jak i teraz chętnie wspomagają się symbolami. Nie zagłębiając się nadmiernie w teorię symboli, powiem krótko, że symbol pomaga to, co nieznane, uczynić znanym, przekazać informację, którą zawiera podświadomość w ukrytej formie i przenieść ją na poziom zrozumiały dla pytającego, ujawnić ją, zinterpretować i uczynić zrozumiałą dla poziomu świadomości. W taki sposób wróżbita wyjaśnia pytającemu to, o czym w zasadzie klient wie sam – nie bez przyczyny w większości systemów wróżebnych określić lub wybrać symbol powinien pytający.

Zestawy symboli można podzielić na tradycyjne i okazjonalne, te ostatnie są tworzone przez wróżbitę zgodnie z jego rozumieniem dla wszystkich klientów lub oddzielnie dla każdego przypadku. Tradycyjne zestawy (64 heksagramy I Cing, 22 Wielkie Arkany Tarota, 25 run itd.) mają tę zaletę, że można posiłkować się doświadczeniem innych, jest stosowna literatura na ich temat, a poza tym mają one pewien specyficzny dla nich egregor, który szybko i wyraźnie reaguje na wszelkie próby nawiązania z nim kontaktu, co ułatwia proces wróżenia. Natomiast zestawy okazjonalne, to znaczy symbole tworzone pod wpływem „wewnętrznego głosu” wróżbity (na przykład wykorzystanie tylko jednego koloru Młodszych Arkanów Tarota) lub w ogóle ad hoc, to znaczy odnośnie danej konkretnej sytuacji (na przykład interpretacja monet, które klient ma w kieszeni czy portfelu lub numerków na banknotach) dają wróżącemu większą swobodę działania, pozwalając tym samym na najbardziej efektywne wykorzystanie posiadanych uzdolnień.

Chciałbym, by to, o czym mówimy, było zrozumiałe: u jednej osoby najlepiej funkcjonuje percepcja wzrokowa, co pozwala jej bez problemu odczytywać informacje zawarte w skomplikowanych wzorach wyrażonych przez symbole, dla innej prościej jest zamienić te symbole na liczbowe lub literowe ich odpowiedniki, zaś dla trzeciej wszystko staje się zrozumiałe, kiedy symbole tworzą w jego świadomości łańcuszek skojarzeń, unosząc potok myślowy w nieprzewidywalne przestrzenie itp.

Nie jest ważne z jakiego zestawu symboli korzysta wróżbita lub w jaki sposób te symbole się rozkłada – chociaż są tu oczywiście pewne zalecenia, które wiążą się z rodzajem pytania. Ale również w takim wypadku wróżbita ma prawo postępować zgodnie ze swoim wyborem. Najważniejszy warunek powodzenia podczas wróżenia zawiera się w tym, by wybrana metoda odpowiadała stanowi ducha wróżbity, jego nastrojowi, żeby ona po prostu podobała się mu, co znacząco ułatwia przebieg procesu dywinacji. Przecież wraz z każdym nowym klientem, z każdym nowym seansem nie tylko wróżbita gromadzi doświadczenia – symbole, z którymi on pracuje również gromadzą informacje, a dzięki temu zaczynają precyzyjniej dostrajać się „do fali informacyjnej”. Dobrze opracowana metoda, jak i sam zestaw symboli można porównać do dobrze przestrzelanego sztucera.

Przyzwyczajając się do jednej lub kilku wybranych metod wróżenia, „wypracowując” swoje metody pracy, wróżbita wciąż łatwiej i szybciej wchodzi w stan „raportu zwrotnego”, uczy się precyzyjnie określać to, co najważniejsze, nie zwracając uwagi na sprawy drugoplanowe. Jego odpowiedzi stają się pełniejsze, a co najważniejsze – dowolny rozkład zawiera dla niego wciąż mniej niejasności i wieloznaczności i on za każdym razem lepiej rozumie język run, heksagramów czy kart.

Dobrze poznane symbole pozwalają też wróżbicie uwolnić się od wielu czysto rytualnych zaleceń, wypełnianie których oczywiście pomaga początkującemu, ale również i doświadczonemu interpretatorowi symboli. Odnosi się to na przykład do zasady wyciągania kart i run oraz przewracania filiżanki z fusami od kawy lewą ręką, przykrywania stołu do wróżenia czerwonym lub czarnym materiałem z naturalnych włókien. Początkującym adeptom sztuki dywinacji zaleca się nawet przed wróżeniem post (a już tym bardziej wstrzymanie się od picia i narkotyków!), na czas trwania seansu zakładać specjalny strój, zaś aby ułatwić koncentrację sugeruje się wykorzystywanie szklanej kuli, kryształu lub jakiegoś innego błyszczącego i przezroczystego przedmiotu. Wszystko to jest potrzebne głównie po to, by ułatwić skupienie się, dostrojenie do „odpowiednich fal”, wejście wróżbity w rezonans nie tylko z pytającym, ale i ze swoimi symbolami wróżebnymi. Natomiast doświadczony wróżbita wchodzi w ten rezonans niemal momentalnie i wszelkie pomocnicze działania nie są mu potrzebne.

Tak naprawdę niezbędnych reguł w istocie rzeczy nie ma tak dużo, a i te są ukierunkowane bardziej na ułatwienie pracy, niż na zapewnienie sukcesu prognozy. Z mojego doświadczenia wynika, że takich reguł jest zaledwie dwie lub trzy, zależy od podejścia:

1. W pomieszczeniu, w którym odbywa się wróżenie, powinno być jak najspokojniej i najciszej. Telewizor, rozmowy, kaszel, a nawet dźwięk samochodów za oknem zmuszają wróżbitę do utrzymywania stanu podwyższonej uwagi, a co za tym idzie do ciągłego „zawiązywania” rwącej się nici kontaktu. Albowiem, jak napisane zostało w pewnej książce „magnetyczna substancja nie znosi popychania”.

2. Zarówno pytający jak i wróżbita nie powinni krzyżować kończyn, gdyż prowadzi to do zawężenia kanału kontaktu, który pojawił się między nimi, podobnie jak dzieje się to w przypadku załamania na szlauchu, które utrudnia przepływ wody i potrzebuje dużego ciśnienia, by pokonać przeszkodę. Podobnie jest z wróżbitą, który w takiej sytuacji potrzebuje znacznie więcej wysiłku, żeby przebić się przez „bariery” skrzyżowanych rąk i nóg.

Trzecia reguła to zachowanie „technik bezpieczeństwa”. Żeby przyjąć wszystkie ludzkie nieszczęścia, pisał Nietzsche, człowiek powinien być bezbrzeżny jak morze, a kto z nas może coś takiego powiedzieć o sobie? Wróżbita, tak jak lekarz, ma do czynienia z ludźmi, których sytuacja bynajmniej nie jest pomyślna. Jeśli będzie on cudze problemy zbytnio brał do serca, denerwując się o jego los i przeżywając to, co się z nim dzieje, to z całą pewnością sił na długo mu nie wystarczy, nawet gdy wróżbita jest człowiekiem absolutnie zdrowym i zrównoważonym – pojawi się zmęczenie i znużenie, zaś zmęczenie i stres, gromadząc się, mogą z czasem doprowadzić do choroby.

Dlatego po pierwsze wskazane jest, aby wróżbita znał i umiał zastosować choćby jedną z metod ochrony przed agresją psychoenergetyczną*, które na szczęście są już dość znane. Po drugie zaleca się, aby osoba zajmująca się dywinacją rozsądnie podchodziła do ilości i wagi analizowanych problemów i umiejętnie rozliczała swoje siły i możliwości. Są ludzie, dla których kontakt z chorymi lub zgnębionymi osobami w ogóle nie jest zalecany. Nawiasem mówiąc, nie jest trudno to sprawdzić – wystarczy samodzielnie przeprowadzić kilka próbnych seansów.

* W języku polskim ukazały się dwie interesujące pozycje związane z tymi zagadnieniami autorstwa A. A. Chrzanowskiej – „Magia ochronna”, „Zdejmowanie klątw i uroków” dostępne w sprzedaży wysyłkowej. Szczegółowa informacja na końcu książki. 

I na koniec jedno z ważniejszych zaleceń – po zakończeniu seansu zaleca się przeprowadzenie choćby krótkiego rytuału oczyszczającego, jego rodzaj należy dobrać zgodnie ze swoimi upodobaniami. Jest wiele metod oczyszczania się, tutaj podaję dwie najprostsze: medytacja i zimna woda. Półgodzinna medytacja przeprowadzona według dowolnej, znanej metody, chłodny prysznic lub zwyczajne umycie rąk zimną wodą (przecież wróżbita pracuje rękami) „ścierają” jeśli nie całą, to przynajmniej część informacji, która pozostaje po przeprowadzonym seansie.

Wróżbita w istocie rzeczy jest lustrem, które odzwierciedla pytającego. On nie bierze udziału w życiu swego klienta i dlatego nie powinien wypowiadać swoich poglądów odnośnie zadanego pytania („poglądy oceniające”), ani nie wciskać mu na siłę takich lub innych życiowych zasad. Krótko mówiąc, w żadnym wypadku nie wolno narzucać pytającemu swoich modeli zachowania w podobnych sytuacjach. Z danej sytuacji klient powinien sam znaleźć najlepsze dla siebie wyjście.

W stosunku do zadanego pytania wróżbita może (i powinien) tylko pomoc pytającemu w sformułowaniu go jak najbardziej konkretnie. Wróżenie nigdy nie przebiega „ot tak sobie”, dla zabawy – na bliżej nieokreślone pytanie typu „co mnie czeka?” i odpowiedź będzie nieokreślona.

W odniesieniu natomiast do problemu sugestii (narzucenia) można powiedzieć co następuje: zadanie wróżbity nie polega na konstatowaniu faktów, na ograniczaniu się do lakonicznej odpowiedzi typu „tak” lub „nie”, lecz na zinterpretowaniu wydarzeń, które dzieją się w życiu klienta, na pokazaniu mu wariantów rozwiązania problemów i wskazania jakimi wadami i zaletami charakteryzuje się każdy z wariantów. Czytelnik ma prawo uznać, że jest to sugestia, ale wyłącznie pozytywna – wróżbita „narzuca” pytającemu wiarę we własne siły, przekonując swego klienta o tym, że ma on wybór, że jego życiem kieruje nie bezosobowy los, lecz przede wszystkim on sam.

Albowiem przyszłość, jak już pisałem, jest wirtualna, plastyczna i człowiek zawsze (lub prawie zawsze) może dokonać korekty przebiegu wydarzeń zgodnie z dowolnie wybranym wariantem. Inna sprawa, że ilość tych wariantów jest ograniczona. Ich może być dwa, pięć, a nawet dziesięć, ale nie nieograniczona ilość. Ludzie zazwyczaj domyślają się, że tak jest, tym bardziej, że wiele wariantów można określić drogą czysto logicznych spekulacji, bez uciekania się do metod wróżbiarskich. Jednakże większość ludzi wybiera drogę „najmniejszego sprzeciwu”, czyli ten wariant, który wypływa z ich typowych reakcji i stereotypów zachowań.

Nieco upraszczając sprawę weźmy dla przykładu „reakcję lwa” i „reakcję królika”, które opisują podręczniki psychologii. Pierwszy w przypadku zagrożenia rzuca się do przodu, gotów walczyć „z wrogiem”, zaś drugi wycofuje się lub zamiera w bezruchu. Nie wdając się w rozważania o wrodzonym czy nabytym charakterze tych reakcji, zauważmy, że człowiek, który dziesięć razy zachował się zgodnie z jednym z tych dwóch wariantów najprawdopodobniej zachowa się w taki sam sposób i po raz jedenasty.

Zarówno typ reakcji, jak i zachowania stereotypowe z łatwością mogą odczytać nawet najmniej doświadczeni wróżbici i to nie tylko przy pomocy symboli, lecz nawet na podstawie zewnętrznego wyglądu klienta i sposobu jego zachowania. Właśnie to wykorzystują Cyganki i inni adepci wiedzy tajemnej, którzy nie mają ochoty zajmować się analizą kilku wariantów i proponują rozwiązanie zgodne ze stereotypem pytającego. Ten, nie wiedząc, że istnieją inne możliwości, postępuje zgodnie z usłyszaną sugestią, a w związku z tym wróżba „spełnia się”.

Dzięki temu staje się jasna odpowiedź na pytanie, które często zadawane jest wróżbitom: w jakim stopniu to, co mówisz jest prawdą? Lub: jakie jest prawdopodobieństwo, że to, o czym mówisz, zrealizuje się? 

 
Spełni się – nie spełni się?

Poprawność i prawdziwość odpowiedzi, to znaczy poprawne interpretowanie symboli zależy od doświadczenia wróżbity, przez co rozumiem również i indywidualne opracowanie jego symboli. Nawet kiedy sytuacja jest w ogóle nieokreślona (nie wszystkie możliwości wyboru już się wykształciły lub przebieg wydarzeń zależy nie tylko od pytającego), to jeszcze nie stanowi to poważnego problemu – w takich przypadkach odczekać jakiś czas, a potem powtórzyć proces wróżenia.

Natomiast prawdopodobieństwo wystąpienia przepowiadanych wydarzeń zależy tylko i wyłącznie od wolnej woli pytającego, od tego, czy pozwoli on wydarzeniom rozwijać się według najbardziej prawdopodobnego wariantu (droga „najmniejszego oporu”) lub wybierze jakiś inny z możliwych wariantów.

W związku z tym przypomniała mi się pewna historia, którą usłyszałem wiele lat temu. Pewna wróżka rozłożyła karty i przepowiadała mi z nich przyszłość. Karty były najzwyklejsze na świecie, prosta talia do gry składająca się z 52 sztuk, lecz sposób ich rozkładania i interpretacja bardziej przypominały karty Tarota.

Wróżka opowiedziała mi praktycznie wszystko na temat mojego bieżącego życia i jej opowieść dosłownie mnie poraziła i nie dlatego, że moje życie było wyjątkowo trudne lub nieszczęśliwe, odwrotnie, byłem raczej z niego zadowolony i w znacznej mierze nim usatysfakcjonowany, ale miałem wrażenie, że zapędziłem się w przysłowiowy kozi róg i nie wiem co dalej. W pewnym momencie zrozumiałem, że wróżka „wzięła” jakby chwilowy wycinek stanu mojej osobowości i ekstrapolaryzowała w przyszłość pewne krzywe jej rozwoju, pokazując tym samym, że ów rozwój może się w tym miejscu zakończyć, jeśli niczego nie zmienię w swoim życiu. I wtedy po raz pierwszy zacząłem się poważnie zastanawiać nad tym, czego ja tak naprawdę chcę od siebie i czego potrzebuję i w wyniku tych rozważań zdecydowałem się samodzielne kreowanie swego życia.

Dziś mogę powiedzieć, że tamta wróżba się „nie spełniła”, ale wcale nie jestem w związku z tym obrażony na ową wróżkę, chociaż ona wcale nie powiedziała mi jak mam żyć, to tym niemniej, moim zdaniem, swoje zadanie wypełniła doskonale, dlatego że sukcesu wróżenia nie określa się „procentem spełniania się wróżb”, lecz tym, czy dzięki niemu człowiek zaczął uświadamiać sobie swoje pragnienia, dokonywać wyborów, rozwiązywać swoje życiowe problemy, a w ostatecznym rezultacie lepiej zrozumiał siebie. Oczywiście istnieje coś takiego jak „pewien wrodzony program”, zestaw cech i tendencji rozwoju osobowości, co w rezultacie prowadzi do pewnych określonych wydarzeń, których prawdopodobieństwo wystąpienia jest maksymalne, ale życie człowieka w istocie rzeczy polega właśnie na umiejętności optymalnego wykorzystania prawdopodobieństwa – kiedy prawdopodobieństwo jest duże nie trzeba prawie nic robić, wszystko będzie przebiegało jakby „samo z siebie”. Natomiast mniejsze prawdopodobieństwo wymaga większych wysiłków, by wcielić je w życie. Dlatego fatalizm w gruncie rzeczy oznacza rezygnację z dokonania jakichkolwiek starań i wysiłków mających na celu poprawienie sytuacji, zaś wolicjonalizm – nieliczenie się z jakimkolwiek prawdopodobieństwem.

Ewgienij Kolesow
 
 
© Copyright Ars Scripti-2, Białystok
All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.
Statystyka:
Przeglądano: 4247
Powrót
Dalej
 
16 wrzesień 2019
16800794 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2019 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.