Kategorie
Producenci
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Z praktyki tarocistki   Data: 29 styczeń 2006
Wstęp:

Z praktyki tarocistki

Był piękny majowy wieczór. Już kończyłam w tym dniu pracę, a ostania klientka zbierała się do wyjścia, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Nikogo się nie spodziewałam, więc nieco zaskoczona otworzyłam i na progu zobaczyłam młodą dziewczynę. Kiedy weszła do środka przypomniałam ją sobie. Około pół roku wcześniej była u mnie na kartach Tarota.



Zawartość:
Niedowiarek
Był piękny majowy wieczór. Już kończyłam w tym dniu pracę, a ostania klientka zbierała się do wyjścia, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Nikogo się nie spodziewałam, więc nieco zaskoczona otworzyłam i na progu zobaczyłam młodą dziewczynę. Kiedy weszła do środka przypomniałam ją sobie. Około pół roku wcześniej była u mnie na kartach Tarota. Po takim czasie już dokładnie nie pamiętałam, co wtedy powiedziały jej karty, ale jak przez mgłę przypomniałam sobie, że informowały ją o tym, by nie podejmowała pochopnie ważnych decyzji życiowych, gdyż może to spowodować poważne komplikacje. Dziewczyna była bardzo podenerwowana, nie pozwoliła mi dojść do słowa i zaczęła szybko mówić:
– Wiem, że nie przyjmuje pani osób wcześniej nie umówionych, ale ja już u pani byłam, nie posłuchałam pani wtedy, a wszystko wydarzyło się tak, jak pani powiedziała, zrobiłam głupstwo, niech teraz pani mi pomoże.
Zaintrygowana jej słowami zaprosiłam ją do gabinetu. Weszła wyraźnie spięta i przycupnęła na brzeżku krzesła. Była bardzo ładna, miała łagodne, błękitne oczy, delikatne rysy twarzy i długie, o złotym odcieniu włosy. Moją uwagę zwróciła duża, złota obrączka na prawej ręce. Byłam prawie pewna, że pół roku wcześniej jej nie miała. Dziewczyna zwróciła uwagę, że przyglądam się obrączce, z goryczą uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
– Tak, pani mnie ostrzegała, bym nie podejmowała pochopnie decyzji odnośnie zmiany stanu cywilnego, mówiła Pani, że nie minie pół roku, a spotkam mężczyznę, którego namiętnie pokocham i który nie mniej gorąco odwzajemni moje uczucia, a byłam już wtedy zaręczona z moim obecnym mężem. Nie posłuchałam pani i w dwa miesiące po naszym poprzednim spotkaniu wyszłam za mąż. Śmiałam się z Pani przepowiedni, tym bardziej, że mijał termin wyznaczony przez panią, owe pół roku. I proszę sobie wyobrazić, że w dniu, w którym on dokładnie mijał, a było to miesiąc temu, wracałam od mojej mamy, która mieszka niedaleko, około 50 kilometrów stad, ale w połowie drogi złapałam gumę. Nie umiałam sobie z tym poradzić sama i zatrzymałam przejeżdżający samochód prosząc o pomoc. Tak poznałam Krzysztofa. Dalej potoczyło się tak, jak pani wyczytała z kart, znamy się miesiąc, a nie możemy żyć bez siebie. Co mam robić? Mój mąż jest dobrym człowiekiem, nie chciałabym go skrzywdzić, ale do Krzysztofa ciągnie mnie wszystko i wiem, że moje życie bez niego będzie wegetacją.
Popatrzyłam na tą młodą kobietę, która sama sobie skomplikowała życie, wystarczyło tylko, żeby posłuchała kart, a uniknęłaby całej tej sytuacji. Z drugiej strony bardzo chciałam pomóc, widząc jej głęboką rozterkę i wątpliwości. Sięgnęłam po Tarota i rozłożyłam karty.
– Pani odejdzie od męża. – Bardzo wyraźnie widziałam to w kartach. – Ale nie rozwiedzie się z nim. Wyjedzie pani z tym nowym mężczyzną za granicę i tam będzie pani mieszkać. Niech pani tym razem nie popełni błędu i formalnie rozwiąże swoje małżeństwo. Jeśli Pani tego nie zrobi, to za rok, najdalej półtorej znowu pojawią się jakieś komplikacje. Dostała pani tym razem nauczkę i warto z niej skorzystać.
– A jakie tu mogą być komplikacje skoro wyjadę? Bo to prawda, że Krzysztof proponuje wspólny wyjazd za granicę, on ma tam rodzinę, która pomoże nam się ustawić.
Raz jeszcze rozłożyłam karty:
– Komplikacje będą związane z dzieckiem, jakie pani urodzi. Ojcem będzie Krzysztof, ale pani mąż będzie uzurpował sobie prawo do tego dziecka.
– Och, nie, to niemożliwe, ale całą resztę to pani odgadła, rzeczywiście chyba na to się zdecyduję.
– Zrobi pani jak zechce, to są pani decyzje. – Odpowiedziałam. – Ale już raz panią karty ostrzegały, a pani ich nie posłuchała, niech pani wyciągnie z tego wnioski. Niech pani uwzględni to, że ja nie odgaduję, a odczytuję to, co widzę w kartach.
Dziewczyna uśmiechnęła się z wyższością, ale w pełni zadowolona wyszła ode mnie. Po paru tygodniach moja przyjaciółka, też zajmująca się kartami Tarota, zapytała mnie czy pamiętam młodą klientkę, która była u mnie na początku maja. Przypomniała mi historię tej dziewczyny. Odpowiedziałam, że tak. Okazało się, że moja przyjaciółka dobrze zna jej matkę i całą sytuację.
– Wiesz, ona odeszła od męża i wyjechała z innym facetem za granicę.
– Tak szybko? – Zdumiałam się. – Przecież nie zdążyła wziąć rozwodu!
– Bo i nie brała – odpowiedziała moja przyjaciółka.
No cóż, pomyślałam, każdy decyduje o sobie i nikogo nie można zmusić do stosowania się do rad Tarota. Minęło kolejne pół roku, kiedy mocno zaskoczona otrzymałam list z Paryża:
„Pani Alicjo!
Jesteśmy bardzo szczęśliwi z Krzysztofem, ale pojawił się kolejny problem. Jestem w ciąży i jak się okazało, w świetle prawa, to mój formalny mąż będzie uznany za ojca tego dziecka…”

Gra o życie
Siedziałam naprzeciwko pana Włodzimierza, gapiłam się w karty jak sroka w gnat i zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Ot, jedna z najtrudniejszych sytuacji w życiu tarocistki. Konkretne pytanie o stan zdrowia i niemniej konkretna odpowiedź karta Tarota: „Jest bardzo źle.”. Co w takiej sytuacji powiedzieć klientowi? A szczególnie, gdy ten klient jest stosunkowo młodym człowiekiem. Tak więc patrzyłam w te karty i usiłowałam zobaczyć w nich cokolwiek pozytywnego. Niestety.
– Niech się pani tak nie kryguje – głos pana Włodzimierza oderwał mnie od tych daremnych poszukiwań. – Byłem już u niejednego lekarza. Nikt nie daje mi nadziei. Przyszedłem do pani po potwierdzenie, a nie po diagnozę.
– Skoro pan tak mówi, to nie będę ukrywać, że jeśli chodzi o stan pana zdrowia, to nie jest najlepiej. Karty mówią, że ma pan bardzo poważną chorobę, nie jestem lekarzem, więc nie chcę jej nazywać, która zaatakowała panu płuca i może zaatakować inne narządy.
– Zgadza się. Diagnoza medyczna określiła to konkretniej – rak płuc z przerzutami do nerek – potwierdził pan Włodzimierz. – Bardziej mi chodzi o to, by pani powiedziała, ile czasu mi zostało.
Nie chciałam i nie mogłam tego robić, o czym nie omieszkałam oznajmić mojemu klientowi:
– Panie Włodzimierzu, nie jestem Panem Bogiem, żeby takie rzeczy ustalać.
– Źle mnie pani rozumie. Nie chodzi mi o to, by pani ustaliła datę mojej śmierci. Wystarczy jeśli pani mi powie, że mam jeszcze na przykład rok, pół roku czy dwa lata. Potrzebuję tej informacji, by rozplanować ten czas. Mam dzieci, żonę, muszę ich do tego przygotować i jakoś zabezpieczyć.
– Dobrze, to mogę spróbować zrobić – zgodziłam się bez entuzjazmu.
Z kart wynikało, że mój klient ma co najmniej rok, ale nie więcej niż dwa lata życia przed sobą. Na tym zamknęliśmy ten temat i przeszliśmy do analizy spraw bieżących i najbliższej przyszłości. I tu czekała nas niespodzianka. Już kilka pierwszych kart wskazywało na możliwość dużej wygranej, następne to potwierdziły. Nie wytrzymałam i spytałam:
– Czy gra pan w Totolotka?
– W zasadzie nie.
– To niech pan teraz zacznie grać. Nigdy nikogo na to nie namawiam, ale też i nigdy nie widziałam takiego układu kart. Moi nauczyciele twierdzili, że taki układ oznacza wielką wygraną.
– Jeśli pani tak mówi, to spróbuję.
Nie minęło dwa miesiące, kiedy w Białymstoku padła ogromna na owe czasy wygrana ponad 8 miliardów starych złotych. Nawet przyszło mi do głowy, że szczęśliwcem, który zdobył te pieniądze jest mój klient, ale potem jakoś o tym zapomniałam. Upłynęły kolejne dwa miesiące i pan Włodzimierz umówił się znów na wizytę. Prawdę mówiąc nie bardzo paliłam się do tego spotkania, bo cóż ja mogłam powiedzieć człowiekowi żyjącemu z wyrokiem śmierci, ale on bardzo nalegał, a ja nie miałam pretekstu, żeby odmówić.
Choć od poprzedniej wizyty minęło niezbyt dużo czasu, to jednak wyraźnie widać było zmiany i wyniszczenie, jakiego dokonuje rak w organizmie mego klienta. Jednak najbardziej zaskoczył mnie ogromny bukiet róż, którym zostałam obdarowana. Nawet klienci, którym wywróżyłam szczęśliwy los nie rewanżowali się w taki sposób, więc moje zaskoczenie było ogromne. Róże oczarowały mnie swoim wyglądem:
– Bardzo panu dziękuję, ale nie rozumiem, czym zasłużyłam sobie na tak piękne kwiaty.
– Bo dała mi pani dobrą radę. Zastosowałem się do niej i zagrałem w Totolotka…
– To pan wygrał te osiem miliardów – nie wytrzymałam i wpadłam w słowo panu Włodzimierzowi.
– Tak. Przepraszam, że nie odezwałem się od razu, ale ogarnęła mnie głupia nadzieja, że teraz, jak mam pieniądze, to uda mi się uciec „spod kosy”. Niestety, wszelkie moje próby spełzły na niczym. Objeździłem najdroższych lekarzy, byłem nawet na badaniach za granicą. Wydałem na to prawie połowę wygranych pieniędzy, zanim zrozumiałem, że to na nic. Szkoda, że nie może mi pani zaproponować takiej gry, gdzie można wygrać życie. Tym niemniej dziękuję pani za radę, bo przynajmniej będę umierał spokojny, że zabezpieczyłem materialnie swoją żonę i urządziłem dzieci. Choć tę troskę zdjęła mi pani z głowy.
Pan Włodzimierz zgodnie z prognozą zmarł rok i dwa miesiące po wizycie u mnie. Trzydzieści podarowanych przez niego róż zasuszyłam i do tej pory stoją u mnie w gabinecie, przypominając o tym, jak cenne jest życie, choćby z tego prostego powodu, że nie ma takiej gry, gdzie można je wygrać.

Zainteresowały Cię te opowiadania? Więcej takich znajdziesz w książce A. A. Chrzanowskiej „Opowieści wróżki Alicji ”.

A może chcesz się podzielić swoimi doświadczeniami, prześlij do nas swoje opowiadanie, a my je chętnie zmieścimy.

© Copyright Ars Scripti-2, Białystok

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.
Statystyka:
Przeglądano: 6388
Powrót
Dalej
 
16 wrzesień 2019
16800896 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2019 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.