Kategorie
Producenci
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Plemienna szamanka   Data: 27 kwiecień 2010
Wstęp:
 

Zawartość:
I
 
Stara kobieta z trudem otworzyła oczy. Nie mogła sobie przypomnieć gdzie jest. Wiedziała tylko, że przyszedł jej czas, że musi odejść do innego wymiaru lub jak mówią zwykli zjadacze chleba – umrzeć. Była stara, bardzo stara, więc wcale jej to nie przerażało, bardziej niepokoiło ją to, że Sen nie chciał wypuścić jej ze swoich objęć i wydawał się bardziej realny niż świat fizyczny, który ją otaczał. Sen. Każda wiedźma dobrze wie, że Sen jest ważny, a także to, iż nie wszystkie nocne wizje są Snem. Ten jednak nim był. Dzięki niemu wiedziała, że nareszcie przyszedł koniec jej karmicznej wędrówki na Ziemi. Zresztą to już chyba faktycznie dosyć. Przecież to już ponad 3000 lat, jak pojawia się na tej niewielkiej planecie jako wiedząca. Na początku była zwykłą córką przywódczyni. Było to dawno temu, we wspaniałych czasach matriarchatu, gdy radość życia, nieskrępowana seksualność i szacunek dla każdej istoty były naturalnym stanem rzeczy. Wtedy nie była jeszcze wiedźmą, albo mówiąc precyzyjniej, każda kobieta nią była. Potem odradzała się jako księżniczka lub kapłanka, żyła korzystając z Prastarej Wiedzy i nikogo to nie dziwiło, bo nadal większość kobiet wiedziała, że ma Dar i korzystała z tego. Potem jednak przyszedł czas, gdy mężczyźni, zamiast cieszyć się i korzystać z Wiedzy i Daru swoich matek, córek, sióstr i żon, zaczęli się go bać. Ten strach spowodował, że spróbowali z nim walczyć. Szybko jednak zrozumieli, że walka z Darem jest bezsensowna, ponieważ nie można go ani pokonać, ani zniszczyć. Swoją złość i fizyczną siłę skierowali więc przeciwko kobietom, dawczyniom życia i nosicielkom Daru. I tu im się udało. Wygrali! Pokonali kobiety i podporządkowali sobie. Tylko nieliczne, te, u których Dar był najsilniejszy, nie poddały się.
 
Stara kobieta w swoim Śnie widziała wszystkie swoje wcielenia, także i te w których cierpiała prześladowania, upokorzenia, ból i samotność. Uśmiechnęła się. To po raz pierwszy od 3000 lat umiera we własnym łóżku. Umierała już na stosie, spalona dzięki donosom tych, którym pomogła zdobyć miłość i pieniądze, odzyskać zdrowie, zapewnić urodę i szczęście, w lodowatej rzece pławiona jako czarownica, na szubienicy, ścinana przez kata toporem, a nawet rozstrzelana przez pluton egzekucyjny. Biedni ludzie, zawsze mylili ją z jej przyrodnią siostrą czarownicą. To prawda, że na początku, w czasach matriarchatu, nie różniły się niczym, bo nie było takiej potrzeby. Wszyscy żyli wtedy zgodnie z Naturą. Jednak kiedy zaczęły się prześladowania, co słabsze kobiety obdarzone Darem sięgnęły po pomoc Sił Zła i czarów. Czarownice! To one zaszkodziły wiedźmom bardziej niż zawistni sąsiedzi, inkwizycja i prześladowania. Sprawiły, że zwykli zjadacze chleba zaczęli się ich bać i przestali ufać tym, które praktykowały Dar, bo nie umieli rozróżnić jednych od drugich. A to takie proste! Wiedźma nigdy nikomu nie zaszkodzi. Nie może! Jest strażniczką życia, opiekunką wszystkich istot! Szkodząc i zabijając niszczy Dar! Gdyby o tym wiedzieli mężczyźni, to szybko doprowadziliby do tego, że Dar zniknąłby z Ziemi. Wystarczyło wysłać kobiety na wojnę, zmusić je do zabijania ludzi i zwierząt, do rąbania drzew i palenia zasiewów. Ale na szczęście mężczyźni nigdy nie rozumieli Daru! Jeśli nawet czasem się taki urodził, który Go pojmował, to już poprzez ten fakt doskonale wiedział, że nie może o Nim opowiadać swoim braciom.
 
Czarownice oddają się we władanie Sił Zła, służą im i są ich narzędziem, dążą do tego, by za wszelką cenę uniknąć bólu i cierpienia, pragną zapewnić sobie bogactwo i przywileje. Często osiągają szczyty władzy, zajmują znaczące stanowiska, zdobywają majątki. Wykorzystują swoją urodę do manipulowania innymi, podporządkowują sobie tych, których do czegoś potrzebują, a los nieszczęśliwych, pokrzywdzonych, słabych i poniżonych nic a nic ich nie obchodzi. Co prawda, zdarza się, że i wiedźmy są piękne, bogate i uprzywilejowane. Jak więc je odróżnić? Stara kobieta westchnęła. Ona zawsze umiała to robić, wyczuwała czarownicę od razu, przy pierwszym spotkaniu. Po czym? Najczęściej po oczach, które nie widziały piękna Natury zapatrzone w siebie, rządne uwielbienia, bogactwa i uznania, po tym, jak chodziła twardo depcząc Matkę Ziemię, po tym, że trzymała zwierzęta w klatkach, po tym, że wolała mieszkać w mieście, po grze pozorów, którą prowadziła udając kogoś całkiem innego, niż była. Biedne czarownice, gotowe na wszystko, byleby zdobyć iluzję szczęścia! Szukały go tam, gdzie nigdy nie było nawet jego śladu. Kiedy nastąpiły czasy patriarchatu, doskonale przystosowały się do nowych warunków, bez problemu odnalazły się w świecie mężczyzn i zręcznie podporządkowały go sobie. Stawały się przyczyną wojen, podbojów, niezgody i cierpienia swoich sióstr, wiedźm. Zauroczyły mężczyzn, rzucały czary na Bogu ducha winnych ludzi nie myśląc o tym, że niszczą swój Dar i sprzeniewierzają się Prastarym Tradycjom.
 
Stara kobieta pokiwała głową ze zrozumieniem. Tak to już jest. Nic się nie dzieje bez przyczyny i wszystko ma swój skutek. Nigdy nie oceniała i nie potępiała czarownic, bo Dar pozwala rozumieć wszystko, wiedzieć, co z czego wynika i czym się kończy. To dlatego takie jak ona nazywają się wiedzącymi. Dlatego doskonale też wiedziała, że przyszedł jej czas i nie bała się końca fizycznego życia. Pamiętała tyle swoich śmierci, a ta, we własnym domu, w wygodnym łóżku na pewno nie była najgorsza. Uśmiechnęła się, gdyż poczuła, jak na jej pomarszczoną twarz pada promień słońca. Ono nie gardzi jej starością, nie brzydzi się zmarszczek. Składa słodki pocałunek na jej bladych i wyschniętych ustach. Kobieta otwiera oczy i przez otwarte okno widzi swój ukochany ogród, pyszniące się bladoróżowymi kwiatami różaneczniki, białe jak ślubna suknia powojniki, świerki syberyjskie i zielone jak życie igiełki modrzewi. Dobrze wie, że spokojnie może odejść. Życie trwa i tylko jej służba się skończyła. Świat będzie trwał nadal, dopóki na Ziemi jest choć jedna wiedźma, strażniczka Daru, jakim jest życie. 
 
Tyle wcieleń, przeżyła, taki ogrom doświadczeń zebrała, z tyloma młodymi adeptkami się dzieliła swoją wiedzą. U schyłku wędrówki przez wcielenia pamiętała wszystkie swoje inkarnacje, nawet tą pierwszą. Stara kobieta zamknęła oczy i na wewnętrznym ekranie jej wspomnień ukazało się wejście do ogromnej jaskini. Obok niej mieszkał jej klan, a ona jako młoda dziewczyna, dziecko w zasadzie jeszcze, siedziała przed wejściem. Przed nią rozciągał się gęsty las pokrywający stoki niezbyt wysokich gór, a wszystko to powoli spowijał mrok, gdyż słońce skryło się już za skałami. Kilka dni temu stała się kobietą, a to oznaczało, że przyszedł czas na jej inicjację. Była córką przywódczyni klanu i jej następczynią. Już odziedziczyła po matce Dar. Kiedyś przejmie po niej przywództwo. Ale najpierw musi przejść sprawdzian odwagi, siły i wiedzy.
 
W ogarniających wszystko ciemnościach ledwie rysowała się ścieżka, którą Adaja za chwilę będzie musiała pójść na szczyt Świętej Góry, by tam dostąpić zaszczytu inicjacji, po którym dołączy do grona kobiet i będzie mogła połączyć się ze swym ukochanym Aktosem. Ich duchowy związek trwa już ponad rok i pragnienie zespolenia się w fizycznym akcie coraz mocniej narasta w obojgu. Jednak Prastare Tradycje zabraniają tego przed inicjacją, dlatego choć z jednej strony trzydniowy samotny pobyt na Świętej Górze napawa Adaję lękiem, to z drugiej jest czymś upragnionym i od dawna oczekiwanym ze względu na uczucie łączące ją i Aktosem.
 
W zasadzie była gotowa, by wyruszyć na Świętą Górę. Przygotowania nie były trudne, wszak nie wolno jej tam zabrać niczego, oprócz osobistego noża z rękojeścią z rogu jelenia, woreczka ze magicznymi ziołami i czystej, nieskalanej złem Duszy. Musi iść boso, by dobre czuć pod stopami Matkę Ziemię, ubranie ograniczyć do tuniki sięgającej kolan i przepaski na długie jasne włosy, których nie wolno jej teraz ani związać, ani zapleść w warkocz.
 
Nie budziła w niej niepokoju trzydniowa głodówka, ani samotność, ani to, że będzie narażona na spotkanie z dzikimi zwierzętami. Wiedziała, że sobie z tym poradzi. Bała się jedynie spotkania z obcymi ludźmi, członkami innych klanów i plemion. Ostatnio pojawiało się coraz więcej w okolicy. I nie chodziło tu o sąsiadujący z nimi ród Rączych Łań. Z tymi jej klan Szarych Wilczyc żył od dawna w przyjaźni, a nawet łączył się w związki i płodził dzieci. Niestety, ostatnio w okolicy pojawiali się obcy i co straszniejsze, nie było wśród nich kobiet, a tylko mężczyźni o dzikim wyglądzie dosiadający ogromnych czarnych koni. Widziała ich raz ukryta w korzeniach wielkiego drzewa powalonego wiatrem. Jej Aktos był inny. Nie budził w niej lęku, lecz czułość. Nie nosił rozwichrzonej brody, brudnych i śmierdzących skór ani broni. Był czysty, pachniał ziołami, które zbierał w lasach i na łąkach, by leczyć nimi niedomagających i chorych członków ich rodu, a kiedy ją całował jego miękkie wargi były słodsze niż lipcowy miód. Czuła niewysłowioną radość, kiedy ją obejmował i tulił w swoich silnych ramionach, a coś niesamowitego działo się z nią kiedy głaskał ją swoim długimi, szczupłymi palcami. Dlatego, choć trochę się lękała, była gotowa, by udać się na Świętą Górę, przejść inicjację, zastawić za sobą 14 lat dzieciństwa i wejść w dorosłe życie u boku Aktosa.
 
Nad szczyty ciemnych gór wysunął się wielki krąg księżyca w pełni. Jasna poświata spłynęła na ziemię i oświetliła ścieżkę, którą za chwilę Adaja przemierzy ze swoją matką. Usłyszała za sobą szelest. Obejrzała się. Za nią stała jej rodzicielka, wysoka, smukła kobieta o długich ciemnych włosach, na skroniach przyprószonych siwizną. Adaja spytała:
 
– Już czas?
 
– Tak córko. Już czas.
 
Dziewczyna szybko podniosła się z ziemi, otrzepała tunikę z sosnowych igieł i powiedziała:
 
– Jestem gotowa, chodźmy więc.
 
Matka ruszyła wąską ścieżynką pierwsza, za nią bez ociągania się stąpała Adaja. Była to droga, którą od wieków przemierzały te dziewczęta z jej klanu, które posiadały Dar. Musiały ją odbyć, by stać się wiedźmami i swoją wiedzą, zdolnościami i miłością służyć wszystkiemu, co żyje. Ciszę szarej godziny zmierzchu zaczęły już przerywać nocne odgłosy. Adaja się ich nie bała. Dobrze znała pohukiwanie puszczyka, szelest uschniętych liści trącanych przez małe gryzonie, upojne wycie wilków, totemicznych opiekunów jej klanu. Szła więc pewnie za matką ścieżką, która zaczęła się już wznosić w górę. Dobrze znała tę drogę, choć na samym szczycie nigdy nie była. Zgodnie z Prastarymi Tradycjami mogły tam bywać tylko dziewczęta w czasie inicjacji i przywódczyni klanu.
 
Przez większą część drogi obu kobietom towarzyszyło pełne milczenia skupienie. Dopiero na szczycie matka przytuliła córkę, a potem delikatnie odsunęła ją od siebie i powiedziała:
 
– Adaja, moja jedyna córko i następczyni, kochana moja dziewczynko! Nadszedł jeden z najważniejszych momentów w twoim życiu – stałaś się kobietą i przejdziesz inicjację. Od urodzenia wiedziałam i widziałam, że masz Dar, który sprawia, że jesteś wiedźmą. Odziedziczyłaś go po mnie, po mojej matce i matce mojej matki. Wszystkie kobiety w naszym rodzie miały Dar. Ty w dodatku, będąc moją jedyną córką, po mojej śmierci zostaniesz przywódczynią klanu Szarych Wilczyc. To wielki obowiązek! Od tego jak mądrą przywódczynią będziesz zależy los całego plemienia, jego dobrobyt i bezpieczeństwo. Muszę cię uprzedzić córeczko, że nadchodzą ciężkie czasy. Na Zachodzie pojawiły się plemiona, które sprzeniewierzyły się Prastarym Tradycjom i ich przywódcami zostają mężczyźni. Źle się dzieje w tych plemionach, bo niewielu mężczyzn posiada Dar, a ci którzy go mają nie dążą do władzy. Wszak wiesz, że ci przedstawiciele tej płci, którzy go mają, zajmują się uzdrawianiem, poprawianiem i upiększaniem życia. To zielarze, szamani, śpiewacy, bajarze, rysownicy. Inni nie mają Daru, bo nie może go mieć myśliwi, wojownicy, drwale, czyli ci, którzy odbierają życie jakiejkolwiek istocie – drugiemu człowiekowi, zwierzęciu, drzewu czy idei. Te plemiona Zachodu, które na przywódców wybrały mężczyzn, ulegają ciemnym pragnieniom posiadania bogactw, ziemi, władzy. Zostaniesz przywódczynią w trudnych czasach, ale jesteś mądra, a twój Dar silny. Dasz sobie radę!
 
– Matko, jednak boję się, boję się tego, co będzie, boję się, czy będę umiała dobrze wykorzystać Dar, czy w moim życiu będzie miejsce na zwykłe kobiece szczęście, na miłość?
 
– Adaja, kochana moja, twoja dusza jest znacznie starsza i mądrzejsza niż ty i to ona wybrała, jeszcze Po Tamtej Stronie, twój los. Wybrała to, co pozwoli ci doskonalić się, zebrać doświadczenia potrzebne do twego rozwoju. Wszak wiesz, że nie raz i nie dwa przychodzimy żyć na Ziemię. Dzięki temu doskonalimy się i stajemy się coraz lepsi i mądrzejsi.
 
– Dlaczego więc pojawiają się tacy ludzie, jak przywódcy plemion Zachodu, agresywni, straszni i okrutni?
 
– Córeczko, każdy z nas ma wolną wolę i wybiera drogę, którą ma iść. Ich dusze wybrały inny los, ale oni nie chcą słuchać wewnętrznego głosu. Omamieni bogactwem i władzą, popełniają grzechy, które obciążą ich karmę i zmuszą nie w następnych wcieleniach nie do rozwoju, lecz do działań pozwalających zadość uczynić tym, wobec których teraz grzeszą.
 
– Tak matko, wiem przecież o tym, ale trudno mi to zrozumieć. Nie mogę pojąć, jak ludzie mogą być tak głupi! Jakby nie wiedzieli, że miłość czyni człowieka szczęśliwym, a nie władza czy bogactwo.
 
– Ty o tym wiesz, a ja jestem z ciebie dumna. Cieszy mi uczucie, które łączy ciebie i Aktosa, bo jest szczere, głębokie i prawdziwe. Wiem, że niezależnie od tego, co się będzie działo, wasza miłość przetrwa wszystko i będzie was łączyć nie tylko w tym życiu, ale i w następnych.
 
– Matko! Czemu tak mówisz? Ty coś wiesz, coś skrywasz przede mną!
 
– Dziecko moje drogie, wiesz tyle, ile dziś wiedzieć powinnaś. Nie mogę i nie chcę ci nic więcej powiedzieć. Jesteś gotowa, by przejąć odpowiedzialność za swoje życie, swoje wybory i swoje uczucia. Wiesz, co masz robić. Stoi za tobą doświadczenie twoich przodkiń, wiedza, którą ci przekazywałam od kiedy zaczęłaś stawiać pierwsze kroki i, co najważniejsze, twój Dar. Teraz zostaniesz tu sama na trzy noce i trzy dni. Głodówka oczyści twój organizm, wodę do picia znajdziesz w strumieniu, przyjdą do ciebie zwierzęta, jakie nie wiem, ale będą to twoi totemiczni opiekunowie, pojawią się wizje. Nawet bez moich rad, zapamiętasz to wszystko w najdrobniejszych szczegółach, bo tak to już jest. Ja po 20 latach nie zapomniałam niczego. O zachodzie słońca 3 dnia zejdziesz ze szczytu Świętej Góry jako inna kobieta niż tu przyszłaś i niezależnie od tego, co się będzie działo, zrobisz to, co do ciebie należy. Nie spotka cię nic, co byłoby ponad twoje siły.
 
Starsza kobieta uśmiechnęła się, objęła raz jeszcze swoje ukochane dziecko i serdecznie ją ucałowała. Wiedziała, na jaki ciężkie próby wystawi los jej Adaję. Nie mogła jednak i nie chciała opowiedzieć o tym córce. Przygotowała ją do nich najlepiej jak mogła, a teraz musiała zostawić swoją dziewczynkę samej sobie. Przyszedł moment rozstania. Adaja uklękła przed matką i powiedziała jak nakazywały Prastare Tradycje:
 
– Pobłogosław mnie i pomódl się za mnie, rodzicielko moja, przywódczyni nasza, mądra szamanko.
 
Starsza kobieta zamknęła na chwilę oczy, by ukryć napływające do nich łzy. Szybko się opanowała, doskonale rozumiejąc, że Adaja nie może ich zobaczyć. Położyła córce ręce na głowie i wypowiedziała tą samą formułę, którą usłyszała przed wieloma laty od swojej matki:
 
– Błogosławię cię w imię Matki Natury, wszystkich żywiołów i Prastarych Tradycji. Oddaję cię pod opiekę duchów naszych przodkiń i sił przyrody. To twój czas przejścia i przemiany. Zostawiam cię tu dzieckiem, powitam kobietą. I niech tak się stanie.
 
Kończąc błogosławieństwo narysowała w powietrzu nad głową Adai święty znak Bogini, podniosła dziewczynę z kolan, odwróciła się i skierowała się ku ścieżce prowadzącej w jaskini. I córce, i matce ciężko się było rozstać. Adaja patrzyła jak sylwetka jej rodzicielki rozpływa się w ciemnościach. Nie bała się tego, że zostanie sama na szczycie Świętej Góry. Niepokoiły ją mroczne przeczucia i niedopowiedzenia ukochanej matki. Próbowała panować nad sobą, ale nie wytrzymała i w momencie, kiedy ciemność prawie całkiem ukryła postać szamanki, wykrzyknęła:
 
– Mamo!
 
Najpierw nie było żadnego odzewu, ale po chwili wiatr przyniósł odpowiedź:
 
– Kocham cię córko! Jesteś moją dumą i radością! Wiem, że niezależnie od tego, co się wydarzy, dasz sobie radę. Obie same wybrałyśmy swój los i niech się dopełni nasze przeznaczenie.
 
Potem zapadła cisza.
 
Sasza Wolf
 
 
Jest to fragment powieści ezoterycznej Saszy Wolf pierwszej księgi z serii Saga o wcieleniach Adai - „Plemienna szamanka”, której wydanie planowane jest na 2011 rok

© Copyright Ars Scripti-2, Białystok
All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.

Statystyka:
Przeglądano: 2929
Powrót
Dalej
 
16 wrzesień 2019
16800861 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2019 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.