Kategorie
Producenci
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Kotka w studni   Data: 19 styczeń 2010
Wstęp:
 

Zawartość:
Moje dzieciństwo do 10 roku życia wyglądało jak bajka. Spędzałam je na wsi u dziadków, w jednym z najpiękniejszych zakątków Polski, na Polesiu niedaleko granicy z Białorusią. Dziadkowie mieli ogromny dom, otoczony wielkim sadem i ogrodem, pełnym urokliwych zakamarków, cudownych drzew i pięknych kwiatów. Całości dopełniały liczne i różnorodne zwierzęta począwszy od pszczół żyjących w pasiece, którą opiekował się pradziadek poprzez cały żywy inwentarz, psy i koty, a skończywszy na karasiach, które hodował w sztucznie stworzonym stawie dziadek. Moja miłość do zwierząt początkowo budziła niepokój. Rodzinie wydawało się, że nie jest normalne by cztero- czy pięcioletnie dziecko przynosiło do domu w kieszeniach żaby, bawiło się dużymi świerszczami czy nie bało się jaszczurek i zaskrońców, ale z czasem przywykli do tego, a ja miałam prawdziwy raj mogąc spędzać czas buszując po sadzie, ogrodzie i lesie. Wtedy moimi prawdziwymi przyjaciółmi byli pies Jim i kotka Murka. Byłam gotowa oddać za nie życie i nie jest to przesada.
 
Tam każda pora roku miała swoje uroki, ale nic nie równało się z przepychem lipcowej przyrody stojącej w pełnej krasie i potędze. Bujna zieleń traw i liści, olśniewające barwy kwiatów, nieskazitelny błękit nieba i drżące w słońcu powietrze uczyły mnie wrażliwości i umiejętności dostrzegania piękna natury. Kiedy był upał, lubiłam wyciągać wodę z podwórkowej studni i powoli ją smakować. Nigdy później nie piłam niczego, co by tak orzeźwiało. Studnia mieściła się nieco na uboczu, dobre sto metrów od domu. Stała w cieniu wiśni i lip, które pochylały się nad nią niedaleko od płotu dzielącego naszą posesję od sąsiedniej. Dziadek zbudował nad nią daszek, żeby jesienią liście nie wpadały do środka i nie psuły swoim gniciem smaku wody. Daszek miał klapę, którą podnosiło się przy nabieraniu wody. Wszyscy dbaliśmy, aby klapa była zamknięta, głównie ze względu na czystość wody, ale nie chcieliśmy również, żeby ktoś lub coś wpadło do studni, ponieważ była dosyć głęboka.
 
Pewnego lipcowego poranka wypadłam z domu, jak zwykle rozentuzjazmowana życiem i ciekawa tego, co miał przynieść kolejny piękny, wakacyjny dzień. Chodziłam już do szkoły, więc wakacyjna wolność nastrajała mnie jeszcze pozytywniej do życia. Postanowiłam pójść sprawdzić, w jakim tempie dojrzewają wiśnie i czy nadają się już do jedzenia. Była to dla mnie bardzo poważna sprawa, tym bardziej, że miałam liczną konkurencję do tego przysmaku – szpaki potrafiły siedzieć na wiśniach i pożywiać się nimi już od wschodu słońca. Energicznie pomaszerowałam w stronę studni, ale kiedy ją ujrzałam stanęłam jak wmurowana. Po szczycie daszka bardzo powoli wędrowała nasza stara kotka Murka, ale to nie było najgorsze, choć wiedziałam, że niedowidzi i może spaść. Gdyby spadła na ziemię, pewnie nic by się jej nie stało, w końcu studnia nie była tak wysoka. Grozy dodawała nie zamknięta klapa od studni. Ledwie pomyślałam, że Murka może wpaść do środka, kiedy to się stało. W swoim ośmioletnim rozumku pomyślałam tylko: „O Boże, koty nie umieją pływać”.
 
Nie namyślałam się ani chwili. Podbiegłam do studni, opuściłam wiadro z łańcuchem i spuściłam się po nim w dół. Murka nieporadnie usiłowała utrzymać się na wodzie. Tak żałośnie przebierała łapkami, że chciało mi się płakać. Pomimo, że wiedziałam, iż woda jest lodowata, a poza tym nie miałam pojęcia, jak głęboka jest nasza studnia, wyszłam z wiadra. Zetknięcie z zimną wodą pozbawiło mnie tchu. Na szczęście poczułam grunt pod nogami. Chwyciłam na ręce Murkę i przytuliłam ją do siebie. Zwierzątko było w panice i ze strachu wbiło się pazurami w mój bark. Niestety, dno w studni było grząskie i czułam jak powoli się zapadam. Początkowo woda sięgała mi do pasa, ale po chwili doszła do pół piersi. Zadałam sobie sprawę, że z kotką na rękach nie uda mi się wspiąć po łańcuchu na górę. Dopiero w tym momencie przypomniałam sobie, że i ja podobnie jak koty nie umiem pływać. Powoli ogarniała mnie panika i nie wiedziałam co mam robić. Właśnie wtedy usłyszałam zbliżające się głosy:
 
– Panie Janie, naprawdę ona wchodziła do studni – to był głos naszego sąsiada. – Kopałem ogród tuż przy płocie, więc dobrze widziałem, choć nie wierzyłem swoim oczom.
 
– Wie pan, panie Piotrze, moja wnuczka jest bardzo niesfornym dzieckiem, ale nie głupim, po co by właziła do studni? – to z kolei był głos mego dziadka, który słyszałam już z bardzo bliska. Uniosłam głowę do góry i w studziennym otworze zobaczyłam twarz dziadka.
 
– Dziecko, co ty tam robisz?! – wykrzyknął.
– Dziadku, bo tu Murka wpadła, ona by się utopiła.
– Puść tą kotkę i natychmiast chwyć się za łańcuch – kategorycznie nakazał dziadek.
 
– Nigdy, bez niej się stąd nie ruszę – zapowiedziałam. 
Nad studnią w szybkim tempie zbierał się tłumek. Najpierw pojawiła się babcia i prababcia, potem sąsiadka, ciągle tylko nie było osoby, na którą liczyłam jako na sojusznika, czyli pradziadka. W końcu zjawił się i on.
 
– Posłuchaj – powiedział do mnie – czy możesz trzymać jedną ręką Murkę, a drugą przyciągnąć wiadro?
 
– Mogę.
– To zrób tak.
Po kilku próbach udało mi się sięgnąć wiadra.
– Teraz powoli wyciągnij prawą nogę z mułu. Tylko powoli – pradziadek dalej wydawał instrukcje.
 
Zrobiłam jak kazał.
– Teraz lewą ręką mocno przytul Murkę do siebie, a prawą chwyć się łańcucha powyżej wiadra. Trzymasz?
 
– Tak.
– To teraz spróbujemy was wyciągnąć.
Po chwili poczułam, że moja druga noga wydobywa się z mułu, a potem unoszę się ponad wodę. W końcu znalazłam się na górze, cała zmoknięta, przestraszona, ale szczęśliwa, że przyciskam Murkę do siebie. Kotka co prawda jak tylko poczuła twarde obramowanie studni pod łapami prysnęła przed siebie jak wystrzelona z procy, a ja poczułam jak silna ręka dziadka chwyta mnie za kołnierz bluzki i wyciąga ze studni niczym kociaka. Dopiero wtedy uzmysłowiłam sobie, co może mi grozić. Miny moich bliskich nie wróżyły nic dobrego. Kara była straszna – przez tydzień nie mogłam wychodzić na dwór, nie licząc długich pouczeń dawanych mi przez babcię. Jedyną pociechą było to, że co wieczór przychodziła do mojego łóżka Murka, układała się na moim ramieniu, przytulała swój łepek do mego i mruczała mi najpiękniejsze kocie kołysanki na dobranoc.
 
© Copyright Ars Scripti-2, Białystok

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.
Statystyka:
Przeglądano: 3211
Powrót
Dalej
 
16 wrzesień 2019
16800911 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2019 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.