Kategorie
Producenci
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Dworcowy anioł   Data: 30 marzec 2010
Wstęp:
 

Zawartość:
Był piękny czerwcowy dzień, na który ja osobiście bardzo długo czekałam. Stałam na Dworcu Centralnym w Warszawie i z niecierpliwością, ale i niepokojem czekałam na podstawienie pociągu do Katowic odjeżdżającego o godzinie 11.00. Tego dnia miał odbyć się mój pierwszy wielki koncert – zostałam zaproszona do Filharmonii Śląskiej. Była to też dla mnie godzina próby po wielu latach katorżniczej wręcz pracy, żmudnych ćwiczeń i wielu wyrzeczeń. Czułam i wiedziałam, że od tego koncertu zależy bardzo wiele, a w zasadzie wszystko – cała moja kariera. W myślach raz jeszcze zastanawiałam się nad interpretacją koncertu skrzypcowego Szymanowskiego, z którym miałam wystąpić i prawie nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się na peronie. Tym niemniej kątem oka zwróciłam uwagę na czwórkę dzieci podróżujących pod opieką mężczyzny z dużą ilością bagaży. W zasadzie moją uwagę przyciągnął ich język. „Jak zwykle słuch jest moim najważniejszym narządem zmysłów” – pomyślałam, konstatując fakt, iż rozmawiają oni po rosyjsku. Zaczęłam im się przyglądać. Mężczyzna, chyba ich ojciec, miał problemy z upilnowaniem niesfornej gromadki, w której było dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Najmłodsze dziecko miało około 4 lat, zaś najstarsza dziewczynka może jedenaście. W pewnym momencie opiekun dzieciaków coś do nich powiedział i z wyraźnym niepokojem na twarzy oddalił się od nich. „Pewnie poszedł do informacji o coś spytać” – pomyślałam i już miałam powrócić do swoich rozważań nad interpretacją koncertu, gdy dostrzegłam, jak do dzieci podchodzi mocno podpity facet i zaczyna zaczepiać najstarszą dziewczynkę. Mała zrobiła się całkiem blada i mocno przytuliła do siebie najmłodszego braciszka. Pijany mężczyzna najpierw mówił coś cicho, na co ona przecząco pokręciła głową, potem próbował sięgnąć ręką po torbę, ale starszy chłopczyk szybko ją zabrał. Wywołało to wybuch złości pijaka. Nagle cały peron mógł usłyszeć jego złorzeczenia i obelgi miotane na dzieci:
– Tak, ty mała dziwko, jak tak to się drożysz, a wszystkie twoje rodaczki są gotowe pójść z każdym za marny grosz. Nie udawaj, że jesteś taka święta, po co byś siedziała na tym peronie.
Buzia dziewczynki z każdą sekunda robiła się bledsza, z niepokojem spojrzała na ruchome schody, na których zniknął jej ojciec. 
Na peronie stało około setki osób, nie mogli nie słyszeć obelg wykrzykiwanych pod adresem dzieci.
– Tak, najpierw twój dziadek i ojciec okupowali nasz kraj, a teraz ty się stawiasz, jak mówię, że jesteś kurwa, to mówię. A ty – zwrócił się od dziewięcioletniego chłopca – oddaj mi torbę. 
Nie mogłam uwierzyć, że żaden ze stojących obok mnie mężczyzn nie słyszy. Zrozumiałam, że nikt nie stanie w obronie biednych, przestraszonych dzieciaków. Prawdę powiedziawszy sama się bałam, facet robił się coraz bardziej agresywny. Pomyślałam, że jedynym wyjściem jest wezwanie policji, kiedy nagle zobaczyłam, że w stronę dzieci i rozwścieczonego faceta podchodzi wysoka, szczupła kobieta około czterdziestki. Rzuciło mi się w oczy, że cała jest ubrana na szaro. Nie widziałam jej twarzy, ponieważ stanęła tyłem do mnie, a twarzą do pijanego mężczyzny. Doleciał do mnie tylko głośny szept, który zabrzmiał w moich uszach niezwykle. Jeśli głos może być stalą, to ten taki był:
– Spływaj stąd kanalio.
Zamarłam przerażona. Byłam pewna, że za chwilę pijak rzuci się na kobietę i zrobi jej coś złego. Ze strachu aż zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam moje zdumienie nie miało granic. Tak butny przed chwilą mężczyzna zmykał jak niepyszny, wszyscy na peronie patrzyli na dzieci i kobietę, a ona zupełnie to ignorując, przykucnęła przy dziewczynce i zaczęła coś mówić uspokajająco po rosyjsku. Słabo znam ten język, więc nie wszystko zrozumiałam, ale dotarło do mnie, że kobieta mówi, iż mężczyzna jest chory na umyśle i nie należy martwić się tym, co on robił i mówił. Potem pochwaliła odwagę chłopca, dzielność dziewczynki i jej urodę i odeszła, jakby nic się nie stało. Jednak i ja, i ludzie stojący obok mnie czuli, że stało się coś ważnego i kiedy wrócił ojciec, ktoś podszedł do niego, opowiedział o wydarzeniu, ktoś inny poczęstował dzieci czereśniami, a kiedy przyjechał ich pociąg dwóch młodych chłopców pomogło wnieść bagaże, a jakaś starsza pani zajęła się młodszymi dziećmi.
Pociąg Rosjan ruszył, a za chwilę miał zostać podstawiony mój. Czekałam z narastającą niecierpliwością. Rozległ się charakterystyczny szczęk megafonu zapowiadającego przyjazdy i odjazdy pociągów i usłyszałam słowa:
– Pociąg do Katowic odjeżdżający o godzinie 11.00 odjedzie z opóźnieniem 60 minut. Opóźnienie może ulec zmianie.
Poczułam, jak w moim wnętrzu rozchodzi się lodowate zimno. Koncert zaczyna się o 17.00, ale ja muszę być najpóźniej o 16.00. Potrzebna jest jeszcze krótka próba na miejscu, muszę oswoić się z salą. Jeśli wyjechałabym o jedenastej, wszystko byłoby w porządku, w Katowicach byłabym na pierwszą z minutami, do filharmonii dotarłabym na drugą i ze wszystkim spokojnie bym się wyrobiła, a tak, koniec… Gdyby pociąg spóźnił się o godzinę to jeszcze pół biedy, ale jeśli więcej… Czułam, jak umyka przede mną moja największa szansa. Co robić? Wpadłam w kompletną panikę. Chciałam coś zrobić, ale nie wiedziałam co. Chwyciłam swoje skrzypce i pobiegłam do informacji. Zdyszana zapytałam:
– Czy opóźniony pociąg do Katowic odjedzie za godzinę, czy może mi pani zagwarantować, że opóźnienie nie będzie się zwiększać?
Kobieta w okienku popatrzyła na mnie jak na wariatkę:
– Nie mogę pani dać takiej gwarancji, pociąg może zmniejszyć, ale też i zwiększyć opóźnienie.
– Ale dlaczego on się w ogóle spóźnia? Ja mam dzisiaj koncert w Katowicach, ja nie mogę się na niego spóźnić. Pani rozumie, to moja życiowa szansa! – mój głos wznosił się coraz wyżej, aż w końcu przeszedł w krzyk.
– Niech pani na mnie nie krzyczy, to nie moja wina, że pociąg się spóźnia.
– No właśnie, a co jest tego przyczyną?
– Od kilku dni obowiązuje nowy rozkład jazdy, jeszcze nie wszystko jest dograne. Pociąg jedzie z Wybrzeża i na Wschodnim nie przyszedł skład konduktorski, który miał zmienić ten z nad morza…
– Co, to przez takie niedopatrzenie moja kariera ma się załamać – nie posiadałam się z oburzenia. – To okropne, jak PKP traktuje swoich klientów…
– W tej sprawie proszę pójść do działu skarg, ja nie mam na to wpływu. Czym mogę panu służyć? – kobieta z okienka zwróciła się do następnego podróżnego.
Powoli wracałam na peron. Pociąg miał już czterdzieści minut spóźnienia, a ja szłam i łykałam łzy. A więc to tak miała się skończyć moja kariera, jeszcze zanim się zaczęła. Poszłam w najbardziej ocienione miejsce peronu, usiadłam na torbie i pozwoliłam wreszcie moim łzom swobodnie płynąć. Pełna żalu, przytłoczona rozpaczą nie byłam w stanie logicznie myśleć. Nie miałam nawet chusteczki, aby otrzeć łzy. Ktoś nieoczekiwanie wyciągnął do mnie rękę z opakowaniem chusteczek jednorazówek. Wzięłam jedną, wytarłam nos i podniosłam głowę, chcąc podziękować. Jakież było moje zdumienie, kiedy zobaczyłam przed sobą kobietę w szarościach, która tak bezkompromisowo załatwiła pijaka atakującego rosyjskie dzieci. 
– Dlaczego pani płacze? – spytała. Jej głos był teraz miękki i łagodny. 
Trochę chlipiąc i mocno pociągając nosem opowiedziałam jej swoją historię.
– Proszę powiedzieć, jak ma pani na imię – poprosiła.
– Daria.
– Pani Dario, ja też jadę do Katowic, powinnam być na piętnastą. Już sprawdziłam, że jeśli ten pociąg spóźni się o więcej niż godzinę, nie należy nim jechać, bo będą go zatrzymywać na stacjach i opóźnienie się zwiększy. Wtedy pojedziemy następnym, tym o 13.00. On przyjeżdża do Katowic na trzecią i jeśli się postaramy, to zdążymy. Pani na koncert, a ja do swojej pracy. Mam jednak nadzieję, że opóźnienie nie zwiększy się i za chwilę na peron wjedzie tak oczekiwany przez nas pociąg. A teraz zamiast płakać, proszę wyjąć nuty i jeszcze raz przemyśleć swoje koncepcje artystyczne, dobrze?
Jej głos miał dziwną kojącą siłę. Nie zmuszał, lecz skłaniał do zrobienia tego, co mówiła. Posłuchałam jej i zagłębiłam się w nutach. Ona odeszła na bok, ale czułam na sobie jej wzrok, a kiedy spiker zapowiedział podstawienie opóźnionego o 60 minut pociągu do Katowic, zobaczyłam, jak uśmiecha się, bierze bagaż i wsiada do wagonu pierwszej klasy.
Przez całą drogę nadał pracowałam nad koncepcją artystyczną swego koncertu, patrzyłam w nuty i wyobrażałam sobie jak gram. Nawet nie zauważyłam, kiedy przyjechaliśmy na miejsce. Taksówki czekały przed dworcem, więc w zasadzie wcale się nie spóźniłam. Koledzy z Filharmonii Śląskiej przyjęli mnie życzliwie. Wszystko szło jak z płatka. Dopiero przy końcowych akordach mego koncertu przypomniałam sobie, że nie podziękowałam tej kobiecie na Dworcu Centralnym, że nie zapytałam jak się nazywa, że nie powiedziałam o swoim podziwie dla niej za jej postawę wobec obrzydliwego pijaka, więc te ostatnie akordy zagrałam ze szczególną pasją, dedykując je tej nieznanej osobie i prosząc Najwyższego, by każdy dworzec na świecie miał takiego Anioła.
 
Alla Alicja Chrzanowska
 
 
© Copyright Ars Scripti-2, Białystok
All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.
Statystyka:
Przeglądano: 3048
Powrót
Dalej
 
16 wrzesień 2019
16800801 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2019 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.