Już po raz trzeci otrzymałam zaproszenie do prowadzenia kursów w Letniej Szkole Ezoterycznej Alli Alicji Chrzanowskiej, a w tym roku było wyjątkowo. Oczywiście Rok Tygrysa okazuje się nieprosty dla wszystkich. Dochodzi do wielu tragedii, katastrof i kataklizmów żywiołowych, więc myśleliśmy, my wykładowcy, że jeśli zbierze się grupa, to nieliczna. A tu niespodzianka! Przyjechało dużo ludzi i to takich, którzy cenią prawdziwą ezoterykę, żyją zgodnie z prawami przyrody, interesują się psychologią, a także ci, którzy chcą zmienić swoje życie. Uczestnicy „Wczasów z Alicją” byli w różnym wieku i o różnych profesjach. Miło było spotkać znajome twarze, poznać nowych adeptów ezoteryki, dowiedzieć się o zmianach w życiu tych, którzy w ubiegłych latach prosili o poradę i usłyszeć nowe historie oraz życiowe doświadczenia.
„Wczasy z Alicją” nie są biernym odpoczynkiem, lecz intensywną pracą. Odbywa się na nich wiele kursów, niezbyt drogich, ale prowadzonych na wysokim poziomie. Ludzie mogą poznać korzyści płynące z masażu, dowiedzieć się jak liczby wpływają na los, poprawić stan zdrowia i zagłębić się w medytacje z aniołami. No i oczywiście Tarot! Tylko u Alicji można odsłonić rąbek tajemnicy Tarota i otrzymać odpowiedzi na liczne pytania. Uczestnicy przyjeżdżają tutaj, żeby móc pobyć i porozmawiać z Allą Alicją nie jak z tak zwaną wróżką, lecz jak z mądrym psychologiem, który ukierunkuje i da trafne rady życiowe. Praca z Tarotem jest zbyt skomplikowana, żeby sprowadzać ją tylko do przewidywania przyszłości. Tutaj, na „Wczasach z Alicją” można wiele zrozumieć i przemyśleć, zdobyć wiedzę, a nawet zmienić swoje życie.
Na moich zajęciach była grupa osób zgłębiająca numerologię i muszę powiedzieć, że takiej grupy jeszcze nie miałam! Szłam na zajęcia uszczęśliwiona tym, że znów zobaczę dobre oczy moich słuchaczy. Grupa była idealna! Przez cały czas czułam, że jesteśmy spokrewnieni energetycznie! Wielką przyjemność sprawiało mi odpowiadanie na pytania i możliwość zaprezentowania większej ilości materiału niż wstępnie planowałam. Cieszę się, że poznałam bliżej wielu uczestników, usłyszałam opowieści o ich drodze życiowej, a ich doświadczenie, którym się podzielili, zabrałam do swojej skarbonki. Praca z ludźmi, którzy nie boją się zmieniać swego życia, a ich dusze są pozbawione lenistwa i chcą pracować była dla mnie fascynująca. Cieszyło mnie ofiarowywanie im radości i otrzymywanie jej w zamian.
Spędziliśmy razem dwa tygodnie, które przeleciały błyskawicznie i zakończyły się, jak wszystko co dobre, zbyt szybko. Każdy może być pewien, że po pobycie na „Wczasach z Alicją” nie będzie taki, jak wcześniej i zacznie bardziej odpowiedzialnie odnosić się do swego losu, a także pozostanie pod niezatartym wrażeniem tej, która to wszystko organizuje.
Z ogromną miłością i szacunkiem do każdego, kto zechce odwiedzić maleńkie, prawdziwie ezoteryczne zacisze, gdzie na pewien czas można przenieść się w inną realność i nauczyć się inaczej patrzeć na świat zwracają się do Was, drodzy Uczestnicy, wszyscy Wykładowcy, których ta niezwykła, tęczowa gospodyni Alicja zaprasza do siebie.
Bardzo jej za to dziękujemy!
Dziękujemy też wszystkim byłym i przyszłym uczestnikom „Wczasów z Alicją”!
Emma Lange
„Wczasy” w Wasilkowie
Po 9 latach organizowania „Wczasów z Alicją” w Supraślu wypełnił się pełny cykl numerologiczny i nadszedł czas na zmiany i to radykalne. Taka widać specyfika Roku Białego Tygrysa i Cesarzowej. Co wcale nie zmniejszało naszego (mego i Andrzeja) stresu, czy nasi goście zaakceptują nowe miejsce, które znaleźliśmy po długotrwałych poszukiwaniach. Nam się spodobało, ale ludzie mają różne gusta, a stali uczestnicy „Wczasów” byli przywiązani do Supraśla, dlatego z pewnym niepokojem witaliśmy Was w Wasilkowie. Na szczęście jak zwykle przyjechali do nas wspaniali ludzie – tak Wykładowcy, jak i Uczestnicy i przymknęli oko na niedoskonałości i zmiany. Wszyscy stopniowo przyzwyczajaliśmy się do nowego miejsca, nasycaliśmy je „naszą” energią, polubiliśmy je i za rok będzie już dobrze znane i stare.
Andrzej i ja witaliśmy Was z niepokojem, ale i radością, że zechcieliście przyjechać, być z nami, dzielić się swoimi doświadczeniami życiowym, spędzać razem czas. I nie zawiedliśmy się. Jak napisała powyżej Emma – byliście wspaniałą, wyjątkową grupą, dzięki czemu praca z Wami była przyjemnością.
Ten rok nie był dla mnie łatwy. Przeżywałam wiele rozterek i wahań, były chwile zwątpienia w sens tego, co robię. Przychodziły mi do głowy myśli: „A komu to potrzebne? To nie ma sensu! Pora pomyśleć już o emeryturze! Nie ma po co się tak wysilać i tyle pracować!” Aż przyszły „Wczasy” i… wszystko wróciło na swoje miejsce. Jeśli przyjeżdżają na moje zajęcia tacy ludzie, jak Lideczka, Jola, Karinka, Bettina, Marysia, Grażyna, Mirek, Rysia, Adela, Ala, Ania, Krysia, Teresa, Halina, Hania i inni, jeśli na tym świecie są takie dzieci, jak moja najmłodsza uczenniczka Domi, to warto… Warto pracować, warto przekazywać wiedzę, warto się wysilać. Powiem więcej – to warto żyć! Więc dziękuję Wam za to moi Kochani, że przywróciliście mi wiarę w sens tego, co robię! Jesteście w moim życiu jak sól, która nadaje smak potrawom, jak uśmiech szczęśliwego dziecka, jak smak lodów w upalny dzień i czerwonego wina pitego razem z przyjaciółmi po pracowitym dniu. Pamiętajcie – bez Was nie byłoby mnie. Jestem dumna i szczęśliwa, że mogłam przekazać swoją wiedzę w tak Dobre Ręce.
I choć witałam Was z niepokojem, to pożegnałam z dumną. I kiedy rozpalałam pożegnalne ognisko, pozwoliłam sobie trochę „poczarować” i poprosić Wyższe Siły, by rozpalony przeze mnie ogień płonął w Was cały czas, dodawał Wam sił w codziennym życiu, chronił i ogrzewał i był w Was przez cały rok. Pamiętajcie, że w trudnych chwilach będę podsycać go w Was swoją miłością tak, byśmy od tego ognia mogli w Wasilkowie 17 lipca 2011 rozpalić powitalne ognisko.
Wasza Alla Alicja Chrzanowska
Wczasy z Alicją 2010 r.
Po raz pierwszy na „Wczasy z Alicją” trafiłam przed kilkoma laty po przeczytaniu ogłoszenia zamieszczonego w miesięczniku „Nieznany Świat”. I od tego momentu stałam się stałą uczestniczką tych corocznych „odlotowych” 2 tygodni w magicznym zielonym Supraślu. Chłonęłam tam wiedzę, atmosferę, piękno Podlasia. Ze zdumieniem odkrywałam jak mało – mimo bagażu lat i doświadczeń – wiem o sobie, jak mało siebie znam i jak wiele się jeszcze mogę nauczyć. Podziwiałam ogromną wiedzę, jeszcze większe doświadczenie i wyjątkową skromność wykładowców.
Jest faktem niezaprzeczalnym, że Alicja Chrzanowska ma rzadką umiejętność gromadzenia wokół siebie nietuzinkowych ludzi (i to zarówno wykładowców, jak i uczestników Jej wczasów). Ale czy to takie dziwne. Wszak sama jest wyjątkowa. Nim poznałam ją osobiście jawiła mi się jako osoba wielce uduchowiona, eteryczna, szalenie odległa od prozaicznych, przyziemnych problemów. I nagle zobaczyłam przed sobą kobietę stanowczą, zdecydowaną, konsekwentną, „cudownie ziemską”, a jednocześnie potrafiącą, w sposób niezwykły, mówić o Tarocie i ukazywać możliwości tej nadzwyczajnie trudnej materii w kontekście zwykłych ludzkich spraw, by pokazać nam jak dzięki niej możemy się doskonalić, żyć mądrzej i lepiej.
Rzuciłam się więc w wir tej nauki zachłannie i bez umiaru. Corocznie – podobnie jak pozostali uczestnicy – wypełniałam swoje sakwy obficie wiedzą, cierpliwie przekazywaną przez wykładowców, by następnie, w ciągu całego roku czerpać z niej, opornie przyswajać i obserwować jak wpływa na moje życie.
Po kilku latach, zdumiewająco odważna Alicja zaproponowała mi prowadzenie wykładów na kolejnych wczasach. W dziedzinie, gdzie intuicja jest równie ważna jak wiedza. A może jeszcze ważniejsza. Były to wczasy po raz pierwszy organizowane w Wasilkowie. Nowe warunki, nowe otoczenie, nowi ludzie. I nieuchronne porównania. Nostalgiczne, do momentu gdy rewelacyjna „stara” wczasowa gwardia autorytatywnie orzekła, że przecież atmosferę konkretnego miejsca tworzą ludzie i że tylko od nas zależy, kiedy to nowe miejsce stanie się tak „nasze”, jak poprzednie w Supraślu.
I faktycznie od pierwszego dnia, kiedy to po zajęciach i kolacji zebraliśmy się przy stolikach przed recepcją, zaczęliśmy tworzyć zręby „zasiedzenia” w Wasilkowie. I już do końca wczasów tradycyjnie wieczorami kończyliśmy tam każdy kolejny dzień.
Był to świetny czas.
Dla mnie był czasem nowych doświadczeń, nowej nauki, czasem wypełniania niektórych zobowiązań, których stopień i zakres określiłam sobie sama. Przedzierając się – najpierw jako uczestnik, a następnie jako wykładowca – przez niełatwą materię Tarota zrozumiałam starą prawdę, że uczymy się wszyscy wzajemnie, a proces nauki nigdy się nie kończy. Że dajemy coś z siebie i otrzymujemy w zamian. I tylko od nas zależy czy starczy nam pokory by to przyjąć, zrozumieć i zaakceptować. Każdy kogo spotykamy może obdarzyć nas czymś cennym, ale tylko wtedy, gdy zechcemy to dostrzec i przyjąć. I w tym sensie wszyscy jesteśmy dla siebie nauczycielami.
Bo gdzie, jak nie w lustrze ludzkich oczu, ludzkich reakcji, ludzkich emocji możemy dostrzec to, czego już nasze oczy nie widzą lub czasem nie chcą widzieć, a co być może należałoby w nas skorygować. Wszak wszystko, co nas spotyka, służy naszemu rozwojowi, nawet jeśli w chwili zaistnienia „tego” my, czasem z nadmiaru emocji, nie chcemy tego pamiętać lub nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę.
Moja pierwsza grupa – mądra, otwarta, pełna empatii. Wrażliwa i szalenie pomocna, co dla mnie szczególnie cenne. Wszak jeszcze rok temu sama siedziałam w tym miejscu, gdzie oni. Jestem Im bardzo wdzięczna. I już na zawsze będę Ich pamiętać.
Pozostałym także dziękuję. Wszak również dzięki Nim znów mam swoją sakwę pełną wiedzy i doświadczeń, i... pracowity rok przed sobą. Czyż nie jest to piękne!