Kategorie
Producenci
Biuletyn
Chcesz być na bieżąco informowany o nowościach w sklepie ? Podaj nam swój e-mail aby otrzymywać sklepowy biuletyn.
E-mail:
Twoje imię:
CAPTCHA Image
Przepisz kod z obrazka:
Nowości
Informacje
Kontakt
FAX
85 653 67 29
Tel
tel. 85-65-36-729
Tel
(85) 65 36 729
GSM
0602 759 576
Linki
» Stowarzyszenie Dogi Adopcje
»  Fundacja Ratujemy Dogi
»  Uczniowie Alicji Chrzanowskiej
»  Blog Alicji Chrzanowskiej
»  Strona Alicji Chrzanowskiej
»  Strona wydawnictwa Ars Scripti-2
»  Blog-Marta Chrzanowska
»  Moskiewska Wyższa Szkoła Astrologii
»  Moskiewskie Centrum A. A. Chrzanowskiej
   
 
Czytelnia
 
Podziel się:
Gra o życie   Data: 26 maj 2015
Wstęp:
Siedziałam naprzeciwko pana Włodzimierza, gapiłam się w karty jak sroka w gnat i zupełnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Ot, jedna z najtrudniejszych sytuacji w życiu tarocistki. Konkretne pytanie o stan zdrowia i niemniej konkretna odpowiedź karta Tarota: „Jest bardzo źle.”. Co w takiej sytuacji powiedzieć klientowi? A szczególnie, gdy ten klient jest stosunkowo młodym człowiekiem. Tak więc patrzyłam w te karty i usiłowałam zobaczyć w nich cokolwiek pozytywnego. Niestety.

Zawartość:
– Niech się pani tak nie kryguje – głos pana Włodzimierza oderwał mnie od tych daremnych poszukiwań. – Byłem już u niejednego lekarza. Nikt nie daje mi nadziei. Przyszedłem do pani po potwierdzenie, a nie po diagnozę.
– Skoro pan tak mówi, to nie będę ukrywać, że jeśli chodzi o stan pana zdrowia, to nie jest najlepiej. Karty mówią, że ma pan bardzo poważną chorobę, nie jestem lekarzem, więc nie chcę jej nazywać, która zaatakowała panu płuca i może zaatakować inne narządy.
– Zgadza się. Diagnoza medyczna określiła to konkretniej – rak płuc z przerzutami do nerek – potwierdził pan Włodzimierz. – Bardziej mi chodzi o to, by pani powiedziała, ile czasu mi zostało.
Nie chciałam i nie mogłam tego robić, o czym nie omieszkałam oznajmić mojemu klientowi:
– Panie Włodzimierzu, nie jestem Panem Bogiem, żeby takie rzeczy ustalać.
– Źle mnie pani rozumie. Nie chodzi mi o to, by pani ustaliła datę mojej śmierci. Wystarczy jeśli pani mi powie, że mam jeszcze na przykład rok, pół roku czy dwa lata. Potrzebuję tej informacji, by rozplanować ten czas. Mam dzieci, żonę, muszę ich do tego przygotować i jakoś zabezpieczyć.
– Dobrze, to mogę spróbować zrobić – zgodziłam się bez entuzjazmu.
Z kart wynikało, że mój klient ma co najmniej rok, ale nie więcej niż dwa lata życia przed sobą. Na tym zamknęliśmy ten temat i przeszliśmy do analizy spraw bieżących i najbliższej przyszłości. I tu czekała nas niespodzianka. Już kilka pierwszych kart wskazywało na możliwość dużej wygranej, następne to potwierdziły. Nie wytrzymałam i spytałam:
– Czy gra pan w Totolotka?
– W zasadzie nie.
– To niech pan teraz zacznie grać. Nigdy nikogo na to nie namawiam, ale też i nigdy nie widziałam takiego układu kart. Moi nauczyciele twierdzili, że taki układ oznacza wielką wygraną.
– Jeśli pani tak mówi, to spróbuję.
Nie minęło dwa miesiące, kiedy w Białymstoku padła ogromna na owe czasy wygrana ponad 8 miliardów starych złotych. Nawet przyszło mi do głowy, że szczęśliwcem, który zdobył te pieniądze jest mój klient, ale potem jakoś o tym zapomniałam. Upłynęły kolejne dwa miesiące i pan Włodzimierz umówił się znów na wizytę. Prawdę mówiąc nie bardzo paliłam się do tego spotkania, bo cóż ja mogłam powiedzieć człowiekowi żyjącemu z wyrokiem śmierci, ale on bardzo nalegał, a ja nie miałam pretekstu, żeby odmówić.
Choć od poprzedniej wizyty minęło niezbyt dużo czasu, to jednak wyraźnie widać było zmiany i wyniszczenie, jakiego dokonuje rak w organizmie mego klienta. Jednak najbardziej zaskoczył mnie ogromny bukiet róż, którym zostałam obdarowana. Nawet klienci, którym wywróżyłam szczęśliwy los nie rewanżowali się w taki sposób, więc moje zaskoczenie było ogromne. Róże oczarowały mnie swoim wyglądem:
– Bardzo panu dziękuję, ale nie rozumiem, czym zasłużyłam sobie na tak piękne kwiaty.
– Bo dała mi pani dobrą radę. Zastosowałem się do niej i zagrałem w Totolotka…
– To pan wygrał te osiem miliardów – nie wytrzymałam i wpadłam w słowo panu Włodzimierzowi.
– Tak. Przepraszam, że nie odezwałem się od razu, ale ogarnęła mnie głupia nadzieja, że teraz, jak mam pieniądze, to uda mi się uciec „spod kosy”. Niestety, wszelkie moje próby spełzły na niczym. Objeździłem najdroższych lekarzy, byłem nawet na badaniach za granicą. Wydałem na to ponad połowę wygranych pieniędzy, zanim zrozumiałem, że to na nic. Szkoda, że nie może mi pani zaproponować takiej gry, gdzie można wygrać życie. Tym niemniej dziękuję pani za radę, bo przynajmniej będę umierał spokojny, że zabezpieczyłem materialnie swoją żonę i urządziłem dzieci. Choć tę troskę zdjęła mi pani z głowy.
Pan Włodzimierz zgodnie z prognozą zmarł rok i dwa miesiące po wizycie u mnie. Trzydzieści podarowanych przez niego róż zasuszyłam i do tej pory stoją u mnie w gabinecie, przypominając o tym, jak cenne jest życie, choćby z tego prostego powodu, że nie ma takiej gry, gdzie można je wygrać.

Fragment książki Alli Alicji Chrzanowskiej Opowieści wróżki Alicji


© Copyright Ars Scripti-2, Białystok
All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez pisemnej zgody posiadaczy praw autorskich.
Statystyka:
Przeglądano: 1730
Powrót
Dalej
 
18 październik 2017
15407799 wywołań od 28 grudzień 2006
Copyright © 2017 Ars Scripti-2. Wszelkie prawa zastrzeżone.